2010-01-31

Marengo Cardigan

Mróz zelżał, pojawiło się słońce, postanowiłam uwiecznić ukończone mniej więcej miesiąc temu dzieło. Wzór z Dropsa, wełna 100%. Ten całkiem krótki, ale całkiem ciepły sweter ratował mnie przy -20. Trochę podgryza, ale pokochałam go od pierwszego noszenia. Było trochę zabawy z rękawami, musiałam je skrócić, jak również kołnierz jest bardziej proporcjonalny niż we wzorze. Rozmiar S na szerokość, ale M na długość. Po zrobieniu takiego cuda, muszę powiedzieć, że nie przepadam za robieniem swetra w jednym kawałku, od rękawa, do rękawa, ale warto było spróbować.

The weather was better today, so I decided to take pictures of my finished about month ago sweater. Pattern is from Drops, 100% wool. This quite short but very warm cardigan helped me to survive frost outside. It's quite itchy but I loved it since I wore it first time. I had some problems with sleeves, they're too long so I had to shorten them. I knitted size S for width and M for length. After I did I must say that I don't like this construction of a sweater- from cuff to cuff in one piece. Though it was worth to try.



103-14 Short jacket and skirt with cables, knitted from side to side with 2 threads ”Alpaca”

2010-01-29

HAiU hoodie


Moje wykonanie wzoru Central Park Hoodie zostało nazwane na cześć wykładów z historii architektury i urbanistyki.Początek sweterka zbiegł się akurat z wykładem na temat założenia Nowego Jorku i Central Parku właśnie. W użyciu wspomniany wcześniej Rowan Felted Tweed. Czytałam opinie na temat tej włóczki zanim ją nabyłam, i to co piszą na Ravelry w zasadzie się zgadza.Nie robi się z niej łatwo, nie jest zbyt elastyczna, ale ma piękny kolor, przyjemną fakturę, po praniu okazała się mięciutka.

The name of this project comes from my lectures about history of the architecture and urbanism. During the lecture I heard the story about building NY and Central Park. I've just begun knitting the hoodie, so I thought it's a good name for it. I'm using Rowan Felted Tweed. I've read comments on Ravelry about this yarn before buying. I think they're true. It's not an easy knitting with it, it's not so elastic but its colour is beautiful, nice texture, after washing the gauge it turned softer.


Polubiłam warkocze w robótkach. Przy temperaturach za oknem przydaje się ciepły sweter a warkocze polepszają jego izolacyjność. Nowościa dla mnie jest robinie od razu dwóch rękawów! To znaczy na płasko robiłam dwa na raz, robiłam również jeden na okrągło, ale dwa na okragło na jednej żyłce to dla mnie hit! Żadnych problemów z różniąca się długością, czy drobnych , ale denerwujących różnic we wzorze, polecam!

I like cables in the projects. When temperatures behind the window are so freezing, the warm sweater will be needed. The cables improving its insulation. The newest thing for me is knitting two sleeves at the same time! I knitted two sleeves at the same time but flat. I knitted sleeves with magic loop technique but it's the fist time I'm making two sleeves with one circular. It's absolutely fabulous! No problems with tiny but annoying differences in the pattern or in the length! I'm recommending it!



Zdjęcie zrobione na śniegu, posiłkuję się moim malutkim aparatem, gdyż dużego już nie mam.
Szykuję się do kupna nowego, póki co ten musi podołać.

Picture taken on the snow, I'm using my little camera because the bigger one is out. The little fellow must managed with it. I'm going to buy new one anyway.

Do następnego przeczytania!
See you next time!

2010-01-25

Gdzie byłam jak mnie nie było

Where I was when I wasn't here

W stolicy Francji byłam w pierwszej połowie grudnia, na wpół prywatnie na wpół w interesach. Pomijając wjazd na wieżę Eiffela, niestety dopiero za trzecim moim wyjazdem się udało, jak również udało się tym razem w końcu zwiedzić, co prawda pobieżnie Luwr, miałam czas! By wybrać się do pasmanterii!!!
I was in the capital of France during first weeks of December. It was a half-private half-business escapade. Not mentioning about going to the highest terrace of the Eiffel tower for the first time during my third visit in Paris. I also managed going to the Louvre Museum. I had time to go to Yarn-shops!















Na początek L'oisive The na rogu Jean-Marie Jego, pomiędzy Place d'Italie i Corvisart.
Miejsce znane z organizowania, bodajże w środy wieczorków dziewiarskich dla Amerykanek w Paryżu :). Kawiarnia, z wyborem włóczek kanadyjskich, takich jak Lorna's Leces, biblioteczką, masą przepysznie wyglądających ciastek, herbatami, ciepłą atmosferą i znająca świetnie angielski obsługą. Oczy mi się zapaliły, banan na twarzy pojawił i wiedziałam, że nie wyjdę z pustymi rękoma! Tak, tak, jedwab na który ostrzę sobie zęby juz od dłuższego czasu. Do tego drugi zbiór wzorów Ysoldy.
In the begining L'Oisive The in the corner of Jean-Marie Jego street, between Place d'Italie and Corvisart.The place is known of organising Knitters evening in Wednesday for Americans in Paris:). It's the coffee-shop with the wide offer of Canadian yarns like Lorna's Laces, books, lots of looking tasty cakes, tee, cosy atmosphere and very good sellers who know English well. My eyes get sparkling, my mouth get smiley and I know I won't go out with empty hands! Yeah, silk I was dreaming of for months! And the second pattern book of Ysolda.


Następny punkt programu to (już poprzednim razem tam byłam, ale z sentymentu i dobrego zaopatrzenia) Le Comptoir przy Rue Cadet. Zdecydowałam się na robienie Central Park Hoodie, wzoru kultowego, prawie jak Baby Surprise Jacket. Ale do tego potrzebny mi tweed! No i mam. Rowan felted tweed, w robocie już od paru dni. I nie oparłam sie pokusie, KnitPro! Trochę obawiała się kupować w internecie, chciałam najpierw sprawdzić jak wyglądają na żywo,i to było dobre posunięcie. Po powrocie do hotelu, okazało się ,że jedne druty nie łączyły się z żyłką, musiałam je reklamować. To byłoby trudniejsze, gdyby transakcja odbywała się pocztowo. Stałam się wielbicielką KnitPro, lubię ich kolor, ich ciepło w dłoni, elastyczną żyłkę.
The next point of my trip was ( I wast there last time and I like their range of yarns) Le Comptoir on the Rue Cadet. I decided for doing Central Park Hoodie so I needed tweed. So I have it. Rowan felted tweed which I'm using for a couple of days. I didn't resist buying KnitPro!I wanted to check them in the reality. After coming to the hotel it seemed that one of them didn't work well, the join between needle and cable was bad. So it was a good idea to buy them in the real shop not the internet one. I'm a fan of KnitPro. I like the colour of it, the very elastic cable, I like it's warm in hand.


Ponieważ nie jest to blog podróżniczy, na tym dziś kończę.
Because it's not a blog about travelling it's the end for tonight.

2010-01-24

Warszawskie pasmanterie

Szkoda, że u nas nie można tak po prostu wejść do pasmanterii i zakupić wełen Rowana, drutów z ćwiartkowa numeracją...I cudownej ręcznie farbowanej mieszanki merino i jedwabiu, cudo!

Pytałam się w pasmanterii w Wola Parku (Warszawa) o kid mohairy, a tam ekspedientka patrząc jak na dziwoląga : mamy tylko mohery, żadnych mieszanek! Hmm, przecież oni mają same wyłącznie mieszanki. Ubolewam nad słabą wiedzą personelu w większości pasmanterii, wciskaniem akrylu, wymądrzaniem się, ile mam kupić tak naprawdę tasiemki, bo sama na pewno nic nie wiem ( tu akurat pasmanteria Victoria) i na pewno nie liczyłam sobie zapasu, na pewno nie wiem ile chcę kupić guzików, a za to zapłacę kilkaset złotych za coś, czego mogę się nauczyć z książki.
Za całkiem dobrze wyposażoną uważam pasmanterie na Śniadeckich. Mam tam blisko z wydziału, ale...Ceny to raz, dwa to FATALNA i NIEGRZECZNA obsługa. Co prawda mogłam obejrzeć u nich kid mohair Adriafilu, ale wcześniej naczekałam się aż ekspedientka w swojej wielkiej wspaniałomyślności i łasce zwróci uwagę na to co mówię.
Jest sympatyczna pasmanteria na Placu Hallera, na Pradze, interes rodzinny. Nie mają wysoko gatunkowych wełen, ale Pani sprzedająca tam, zna się na nich, doradzi, szczerze powie, że jakiejś nie sprzeda bo się mechaci. Ceny są w porządku.
Drugi taki sklep znajduje się na ul. Świętokrzyskiej, też prowadzony przez rodzinę. Ceny ok, włóczki bez ochów i achów, ale jest ich duży wybór.
Słynna już pasmanteria Bocian w Galerii Mokotów. Udało mi się tam kupić mieszankę z kaszmirem w pięknym czerwonym kolorze, dysponują ciekawymi wełnami, ale znowu: ceny!

Wnioski?
W Polsce pokutuje (nadal) przekonanie, że robi się na drutach z oszczędności. Lokalne sklepy mają w większości tanie akryle, nie jestem fanką InterFoxu, Chmurek, Oliwii, Kotka, wszystkich tych, które tak chrzęszczą. Przecież jak robię na drutach rzecz, to szkoda mi czasu na kiepski materiał. Nie chcę by mój wysiłek poszedł na marne, by efekt psuł słaby jakościowo materiał, taki, który się rozciąga, mechaci. Dla mnie chrzęszczące wełny nie są fajnym materiałem, to jest nieprzyjemne.
Drugi typ pasmanterii to taki, gdzie jak już masz hobby to wydasz masę pieniędzy, czyli Bocian i Victoria na ul. Widok za Rotundą. Jesteś znerwicowaną kobietą biznesu, która szuka powrotu do korzeni, kup u nich motek dobrej mieszanki za bajońską sumę.
Z robienia na drutach czerpię przyjemność sensoryczną, miękka wełna, przyjemne drewniane druty, powtarzające się płynne ruchy dłoni...To po co mi wełna 20% plus akryl albo lepiej anilana?!
Pasmanterie internetowe! One o NAS myślą!
Nie wciskają kitu za niebotyczne sumy, mają na stanie to o czym śnimy (no prawie, ale sny o moherze mogę u nich zrealizować). Cieszę się, że takie są.
Czasem mam przyjemność kupowania w zagranicznych pasmanteriach. Kupowanie realne ma tą przewaga, że można włóczkę dotknąć, zobaczyć jej prawdziwy kolor, w świetle naturalnym, czy sztucznym, na słońcu...Co ciekawe, z tym słońcem, włóczki , które pięknie wyglądały we Włoszech, tu porażają intensywnością barw. Tam były jak najbardziej na miejscu.
To by było na tyle...Może znacie jakieś sympatyczne miejsca, gdzie myślą o nas, współczesnych Dziewiarkach?